Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Felieton Serwerowy
#11
alkohol, alkoholizm, wpływ na życie swoje i innych
Czemu wyszczególniam alkohol, a dlatego że zbyt wielu ludzi w Polsce ma z nim problem, pomijam tę garstkę ćpunów i palaczy marihuany (w porównaniu do reszty uzależnień).

Sporo Przemyśleń z racji rozległości tematu w tym wpisie opieram także o artykuły gazetowe i internetowe,  (żeby nie było ze wziąłem ot tak znikąd te przemyślenia).

Alkohol to używka jak w zasadzie każda niepotrzebna nam do życia, jednak wielu docenia alkohol jako ,,rozluźniacz'',
wspólną czynność jaką jest jego picie jako okazję do spotkania, spora część pije bo tak się utarło w kulturze lub społeczeństwie w jakim żyją.  

W Polsce póki co kultura picia polepsza się, społeczeństwo zaczyna bardziej preferować słabsze trunki jak piwo i wino, często także lepszej niż
koncernowa jakości. Nie zmienia to jednak faktu że gdziekolwiek praktycznie, gdy ogłoszą wypadek lub tragedię ludzką w tym kraju w grę wchodzi alkohol.
Być może jest to złudne wrażenie, bo np. zabicie kogoś po pijaku lub spowodowanie wypadku lepiej sprzedaje się medialnie.

Póki nie dotyka wielu z krajan podobna tragedia, póty mają to gdzieś. Warto byłoby się jednak dwa razy zastanowić nad tym ile pijemy, po co tak w ogóle pijemy, 
oraz znać swój limit.

Alkoholizm to temat rzeka jednak wystarczy że jeden członek rodziny ma z nim problem a rzutuje to na życie innych domowników i nie tylko.
Wyobraźcie sobie ojca alkoholika, który pijąc staczał się coraz bardziej, w końcu stracił pracę a matka musiała zająć się i nim i trojgiem dzieci oraz dorabiać gdzie się da. W koncu ojciec sam
nie mogąc ze sobą wytrzymać wiesza się w budynku gospodarczym, gdzie martwego znajduje go własny syn.

Wyobraźcie sobie dziadka który mieszka z wami w tym samym domu, wracając ze szkoły widzicie go w rowie i przechodźcie obojętnie jakbyście go nie znali, słuchajcie co chwilowych
domowych awantur z rozwalanymi sprzętami i zbitymi szybami w tle. Pod koniec podstawówki okazuje się że dziadek dzięki wieloletniemu piciu ma najcięższą odmianę parkinsona i szereg innych 
chorób, z racji że nikogo oprócz babci nie ma w domu aż do wieczora. Zajmujcie się dziadkiem którego powinniście wręcz nienawidzieć. W ciągu pół roku zamienia w się
w ,,ludzkie warzywo'' potrafiąc jedynie gaworzyć. Można stwierdzić że macie domowe hospicjum (gdzie wielu dorosłych odpada po krótkim czasie) w wieku 12-13 lat.
Z racji tychże problemów z duszy towarzystwa stajecie się wśród rówiesników kimś zamkniętym w sobie, unikającym rozrywek. Wpływa to na wasze oceny i relacje z resztą bliskich.

Na zachodzie Polski kultura picia na weselach polepszyła się znacznie, niegdyś goście leżący pod stołami bądź rzygający gdzie popadnie byli czymś powszechnym, dzisiaj zdarza się to naprawdę rzadko.
Na wschodzie kraju także się to poprawiło, ale nadal bywają takie wesela jak jeszcze z 20-30 lat temu. Picie na umór bo alkohol nielimitowany jest zwyczajnie niepożądane, juz nie mówiąc o tym ze to czysty debilizm.
Daje to tylko dodatkowe problemy dla pary młodej oraz nierzadko i gościom (zarzygana sala, łazienka albo uchlanie w trupa którego trzeba przenieść do auta).

W naszym kraju niestety jest nadal duże przyzwolenie na jazdę po pijaku, albo przynajmniej nie do końca wytrzeźwiałych ludzi. Spowolniona reakcja za kierownicą, brak koncentracji i uwagi na to co się dzieje skutkuje wieloma tragediami na drodze.

To tylko przykłady tego do czego prowadzi nadużywanie alkoholu w pojedyńczych przypadkach lub brak kontroli. Sam alkoholizm często zaczyna się od tego piwa z kolegami, 
lub domowo na nerwy lub innych powodów co jakiś czas a kończy na ciągłym piciu.

Także patrzmy ile pijemy, kontrolujmy swoje picie i działania po wypiciu, a jeśli trzeba także i innych. Bo o tragedię nietrudno, a wszelakie używki (nie tylko alkohol) trzeba używać z głową (nie wliczam tu takich rzeczy jak dopalacze lub twarde narkotyki- stosowanie ich powinno się nagradzać nagrodą darwina)
.
Odpowiedz
#12
Dzisiejsze czasy (teraźniejszość)
Dziś idzie usłyszeć najczęściej od starszego pokolenia, iż kiedyś było lepiej, że za PRL - u to był porządek, dzieciaki dobrze odchowane itd. . 
Jest popularna teoria uzasadniająca takie poglądy tym iż ludzie wypowiadający się w ten sposób po prostu byli wtedy młodsi a i czas wybielił im wspomnienia.

Być może to i prawda z tą teorią, ale co powiedzieć można o ludziach którzy urodzili się w ostatnich latach PRL i świadomie żyli już w III RP 
a także głoszą podobne hasła?
Też odzywa się owym około nadal przecież młodym 30-letnim ludziom tęsknota za dzieciństwem, czasami dorastania?
Czy może mają rację i kiedyś było lepiej?

Jeśli samemu porównam przede wszystkim czas od około 1995 roku do około 2010 czyli czasy mojego dorastania i dzieciństwa, to rzeczywiście czuję nutę nostalgii. Nie przesłania mi to
jednak osądu iż kiedyś było po prostu biedniej, ludzie zwłaszcza rodziny jeździły do siebie częściej, był to czas prawdziwym kumpli a zwłaszcza czas przyjaciół, jednak, 
w mojej ocenie podświadomie z racji braku komputerów, większej możliwości spontanicznych gier zespołowych oraz co najważniejsze mniejszego bogactwa ludzie
sami szukali towarzystwa i znajomości, choćby na przyszłość byli mili w myśl zasady: bo może ten ktoś pomoże mi kiedyś. Był też swoisty przymus społeczny by być miłym nawet dla nielubianego sąsiada, (być może pokłosie czasów PRL i obawa donosów), dziś jeśli kogoś nie lubisz to nie lubisz, więc nawet nie powiesz ,,dzień dobry''. Teraźniejszość wydaje się przez to mniej przyjazna a tym samym gorsza.

Możliwości nauki dzisiaj są przeogromne, dodatkowe fakultety, wiedza zawarta na specjalistycznych forach w internecie, lepsza sytuacja większości bibliotek, możliwość znalezienia 
potrzebnych informacji w kilka sekund w telefonie. A to tylko nauka, przecież rozwojowi podlegają także inne części życia.

Tragedie ludzkie i upadek obyczajów, cóż poniekąd  mają rację Ci którzy twierdza że jest obecnie niezły luz społeczny, tylko że świat się ciągle zmienia, długie życie w pokoju, oraz względnym dobrobycie powoduje że zaczynamy odchodzić od konserwatywnych poglądów a przyjmujemy te lewicowe. Szukając własnej tożsamości, mniej trzymając się zasad społecznych oraz próbując rozwijać samego siebie łamiemy dotychczasowe wzorce,  a tym samym młodzież przez starszych postrzegana jest niezbyt przychylnie bo łamie to do czego oni sami byli przyzwyczajeni.

A tragedie ludzkie?
Szeroki dostęp do mediów i ich większa różnorodność, plus szeroka dostępność aparatów i kamer powoduje że dociera do nas o wiele więcej informacji niż w ubiegłych dekadach, 
w większości są to informacje o ,,gwiazdach'' by ich klakierzy bądź hejterzy generowali ruch pod reklamy, bądź informacje właśnie o tragediach które sprzedają się o wiele lepiej niż te dobre.
To powoduje że starsze pokolenie zyskuje wrażenie iż naokoło w porównaniu do ich czasów dzieje się tylko tragedia albo głupota.

Czy to oznacza że tak naprawdę to obecne czasy są lepsze niż przeszłość?
Odpowiedź brzmi nie, każdy okres czasu, epoka ma swoje minusy i plusy. Po prostu każdy czas ma swoją specyfikę, tak jest po prostu i raczej już się to nie zmieni. Należy więc żyć życiem obecnym nie żyjąc optymistycznymi wizjami, ale też i nie pesymizmem powtarzając że kiedyś to było lepiej.
Odpowiedz
#13
życie a równość
Żyjemy ale najczęściej nie doceniamy tego co mamy, czy winny jest tu dobrobyt (w sensie brak głodu, epidemii, wojen na terenie Europy) czy też coraz większa 
ignorancja, w sumie nie wiadomo.

Z 7 mld ludzi na świecie około 1 mld żyje w ubóstwie, 2 mld  jest biedna, reszta to ledwo klasa średnia różnego stopnia, a tylko garstka, to jest raptem parę tysięcy ludzi,
 żyje w bogactwie, przy czym, tu już nie pamiętam czy 100 czy 10 osób ma w swym ręku 90 proc. zasobów finansowych świata. Pytanie, czemu owi bogacze nie wspomogą przynajmniej biedniejszych (pomijam tu działalność fundacji które wyglądają bardziej jak ośrodki do dziwnych operacji finansowych, albo do zwyczajnego lansu)?

Nie piszę tu o rozdawnictwie kasy bo to problemu nie rozwiąże, ale budowa dodatkowych dróg, tworzenie dodatkowych miejsc pracy, szkół
 lub ich dofinansowanie, budowa studni w Afryce, albo działalność pro ekologiczna. Jest tyle spraw i problemów których rozwiązanie przyniosło by im pozytywną
pamięć wielu setek lub milionów ludzi na wiele lat. A to już dużo bo istniejemy póki istnieje pamięć o nas.

Niestety poza paroma fundacjami dla lansu i małymi akcjami bogacze nie robią nic by polepszyć świat. Prawdą jest że nikt od nich nie powinien czegoś takiego oczekiwać, w końcu to ich pieniądze i nie jest ich powinnością zastępować całe państwa. Jednak przy fortunach wynoszących miliardy mogliby bardziej zwiększyć swój udział w społeczeństwach (np. budując studnie w całym afrykańskim państwie a nie tylko 1 lub 2 wioskach co jakiś czas).Być może nie dostrzegają tego jakie szczęście i władzę posiadają.
Być może skupieni są na tyle by ciągle powiększać majątek że cele społeczne ich nie obchodzą.

A to tylko Ci najbogatsi, reszta społeczeństwa wygląda, (oczywiście z wyjątkami ) że im mniej mają tym więcej wśród nich ludzi prospołecznych. Niestety zazwyczaj brakuje im na to środków.
Zazwyczaj udaje się je zebrać poprzez publiczne zbiórki. Jest to jednak najczęściej kropla w morzu potrzeb.

Takie poglądy ma zapewne z 90 proc.społeczeństwa, że to bogaci mogliby wyeliminować większość zła na świecie, by ludzie byli w miarę równi majątkowo, a przynajmniej nie klepali biedy lub umierali z braku wody.

Być może byliby w stanie tego dokonać, pytanie czy powinni?

Ludzie nie są równi, różni nas poziom kultury, wykształcenia, społeczeństwo w jakim żyjemy, płeć, klasa społeczna rodziców itd. nigdy nie będzie tak by wszyscy byli równi
pod względem zarobków i innych spraw.

Nierówność powoduje że Ci co mają mało są zdeterminowani by mieć więcej, Ci co mają dużo są zdeterminowani by osiągnąć coś znaczącego najczęściej na polu władzy, technologii lub posiadanego majątku (choc bywają też ludzie po prostu korzystający z życia).
Służą za wzór dla biedniejszych oraz za źródło dzięki któremu mogą awansować w hierarchii. W równym w bogactwo społeczeństwie , nikt nie byłby bogaty, spora część ludzi (mniej umiejętna) źle wydając pieniądze stałaby się biedna. 

Jednocześnie skrajnie nierówne społeczeństwo prowadziłoby do powstania systemu pan-niewolnik, gdzie wkrótce wzburzony lud niewolników upomniałby się krwawo o lepszy byt w rewolucji. W takim systemie bogatym panom nie zależałoby na rozwoju technologicznym (bo i po co skoro żyje im się dobrze? ) - zabrakłoby pewnie także klasy średniej i specjalistów bez których rozwój byłby niemożliwy (bo po co umożliwiać dobrą edukację niewolnikom a przynajmniej ich masowej ilości? ). Władzę dzięki bogactwu mieliby zapewnioną.

Więc prawda jest taka że nierówność pozostanie zawsze, a równość ludzi to utopia nie mająca racji bytu, tak samo jak antyutopią byłby system skrajnie nierównego społeczeństwa.

Dlatego sądzę że obecny system mimo sporych wad i odchyłów w stronę jednego lub drugiego systemu jest bliski idealnej równowagi. Niech się bogaci lansują drobnymi (w stosunku do majątku) akcjami charytatywnymi, niech zakładają firmy dzięki którym będzie praca , niech klasa średnia wynajduje nowe usprawnienia technologiczne ,organizuje i działa jako specjaliści, niech klasa niska produkuje i naprawia dla reszty społeczeństwa.

To od naszych działań oraz posiadanego przez nas szczęścia zależy jakie miejsce zajmiemy w hierarchii społecznej i jak wielki wpływ będziemy mieli by coś zmienić.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości