Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Felieton Serwerowy
#11
alkohol, alkoholizm, wpływ na życie swoje i innych
Czemu wyszczególniam alkohol, a dlatego że zbyt wielu ludzi w Polsce ma z nim problem, pomijam tę garstkę ćpunów i palaczy marihuany (w porównaniu do reszty uzależnień).

Sporo Przemyśleń z racji rozległości tematu w tym wpisie opieram także o artykuły gazetowe i internetowe,  (żeby nie było ze wziąłem ot tak znikąd te przemyślenia).

Alkohol to używka jak w zasadzie każda niepotrzebna nam do życia, jednak wielu docenia alkohol jako ,,rozluźniacz'',
wspólną czynność jaką jest jego picie jako okazję do spotkania, spora część pije bo tak się utarło w kulturze lub społeczeństwie w jakim żyją.  

W Polsce póki co kultura picia polepsza się, społeczeństwo zaczyna bardziej preferować słabsze trunki jak piwo i wino, często także lepszej niż
koncernowa jakości. Nie zmienia to jednak faktu że gdziekolwiek praktycznie, gdy ogłoszą wypadek lub tragedię ludzką w tym kraju w grę wchodzi alkohol.
Być może jest to złudne wrażenie, bo np. zabicie kogoś po pijaku lub spowodowanie wypadku lepiej sprzedaje się medialnie.

Póki nie dotyka wielu z krajan podobna tragedia, póty mają to gdzieś. Warto byłoby się jednak dwa razy zastanowić nad tym ile pijemy, po co tak w ogóle pijemy, 
oraz znać swój limit.

Alkoholizm to temat rzeka jednak wystarczy że jeden członek rodziny ma z nim problem a rzutuje to na życie innych domowników i nie tylko.
Wyobraźcie sobie ojca alkoholika, który pijąc staczał się coraz bardziej, w końcu stracił pracę a matka musiała zająć się i nim i trojgiem dzieci oraz dorabiać gdzie się da. W koncu ojciec sam
nie mogąc ze sobą wytrzymać wiesza się w budynku gospodarczym, gdzie martwego znajduje go własny syn.

Wyobraźcie sobie dziadka który mieszka z wami w tym samym domu, wracając ze szkoły widzicie go w rowie i przechodźcie obojętnie jakbyście go nie znali, słuchajcie co chwilowych
domowych awantur z rozwalanymi sprzętami i zbitymi szybami w tle. Pod koniec podstawówki okazuje się że dziadek dzięki wieloletniemu piciu ma najcięższą odmianę parkinsona i szereg innych 
chorób, z racji że nikogo oprócz babci nie ma w domu aż do wieczora. Zajmujcie się dziadkiem którego powinniście wręcz nienawidzieć. W ciągu pół roku zamienia w się
w ,,ludzkie warzywo'' potrafiąc jedynie gaworzyć. Można stwierdzić że macie domowe hospicjum (gdzie wielu dorosłych odpada po krótkim czasie) w wieku 12-13 lat.
Z racji tychże problemów z duszy towarzystwa stajecie się wśród rówiesników kimś zamkniętym w sobie, unikającym rozrywek. Wpływa to na wasze oceny i relacje z resztą bliskich.

Na zachodzie Polski kultura picia na weselach polepszyła się znacznie, niegdyś goście leżący pod stołami bądź rzygający gdzie popadnie byli czymś powszechnym, dzisiaj zdarza się to naprawdę rzadko.
Na wschodzie kraju także się to poprawiło, ale nadal bywają takie wesela jak jeszcze z 20-30 lat temu. Picie na umór bo alkohol nielimitowany jest zwyczajnie niepożądane, juz nie mówiąc o tym ze to czysty debilizm.
Daje to tylko dodatkowe problemy dla pary młodej oraz nierzadko i gościom (zarzygana sala, łazienka albo uchlanie w trupa którego trzeba przenieść do auta).

W naszym kraju niestety jest nadal duże przyzwolenie na jazdę po pijaku, albo przynajmniej nie do końca wytrzeźwiałych ludzi. Spowolniona reakcja za kierownicą, brak koncentracji i uwagi na to co się dzieje skutkuje wieloma tragediami na drodze.

To tylko przykłady tego do czego prowadzi nadużywanie alkoholu w pojedyńczych przypadkach lub brak kontroli. Sam alkoholizm często zaczyna się od tego piwa z kolegami, 
lub domowo na nerwy lub innych powodów co jakiś czas a kończy na ciągłym piciu.

Także patrzmy ile pijemy, kontrolujmy swoje picie i działania po wypiciu, a jeśli trzeba także i innych. Bo o tragedię nietrudno, a wszelakie używki (nie tylko alkohol) trzeba używać z głową (nie wliczam tu takich rzeczy jak dopalacze lub twarde narkotyki- stosowanie ich powinno się nagradzać nagrodą darwina)
.
Odpowiedz
#12
Dzisiejsze czasy (teraźniejszość)
Dziś idzie usłyszeć najczęściej od starszego pokolenia, iż kiedyś było lepiej, że za PRL - u to był porządek, dzieciaki dobrze odchowane itd. . 
Jest popularna teoria uzasadniająca takie poglądy tym iż ludzie wypowiadający się w ten sposób po prostu byli wtedy młodsi a i czas wybielił im wspomnienia.

Być może to i prawda z tą teorią, ale co powiedzieć można o ludziach którzy urodzili się w ostatnich latach PRL i świadomie żyli już w III RP 
a także głoszą podobne hasła?
Też odzywa się owym około nadal przecież młodym 30-letnim ludziom tęsknota za dzieciństwem, czasami dorastania?
Czy może mają rację i kiedyś było lepiej?

Jeśli samemu porównam przede wszystkim czas od około 1995 roku do około 2010 czyli czasy mojego dorastania i dzieciństwa, to rzeczywiście czuję nutę nostalgii. Nie przesłania mi to
jednak osądu iż kiedyś było po prostu biedniej, ludzie zwłaszcza rodziny jeździły do siebie częściej, był to czas prawdziwym kumpli a zwłaszcza czas przyjaciół, jednak, 
w mojej ocenie podświadomie z racji braku komputerów, większej możliwości spontanicznych gier zespołowych oraz co najważniejsze mniejszego bogactwa ludzie
sami szukali towarzystwa i znajomości, choćby na przyszłość byli mili w myśl zasady: bo może ten ktoś pomoże mi kiedyś. Był też swoisty przymus społeczny by być miłym nawet dla nielubianego sąsiada, (być może pokłosie czasów PRL i obawa donosów), dziś jeśli kogoś nie lubisz to nie lubisz, więc nawet nie powiesz ,,dzień dobry''. Teraźniejszość wydaje się przez to mniej przyjazna a tym samym gorsza.

Możliwości nauki dzisiaj są przeogromne, dodatkowe fakultety, wiedza zawarta na specjalistycznych forach w internecie, lepsza sytuacja większości bibliotek, możliwość znalezienia 
potrzebnych informacji w kilka sekund w telefonie. A to tylko nauka, przecież rozwojowi podlegają także inne części życia.

Tragedie ludzkie i upadek obyczajów, cóż poniekąd  mają rację Ci którzy twierdza że jest obecnie niezły luz społeczny, tylko że świat się ciągle zmienia, długie życie w pokoju, oraz względnym dobrobycie powoduje że zaczynamy odchodzić od konserwatywnych poglądów a przyjmujemy te lewicowe. Szukając własnej tożsamości, mniej trzymając się zasad społecznych oraz próbując rozwijać samego siebie łamiemy dotychczasowe wzorce,  a tym samym młodzież przez starszych postrzegana jest niezbyt przychylnie bo łamie to do czego oni sami byli przyzwyczajeni.

A tragedie ludzkie?
Szeroki dostęp do mediów i ich większa różnorodność, plus szeroka dostępność aparatów i kamer powoduje że dociera do nas o wiele więcej informacji niż w ubiegłych dekadach, 
w większości są to informacje o ,,gwiazdach'' by ich klakierzy bądź hejterzy generowali ruch pod reklamy, bądź informacje właśnie o tragediach które sprzedają się o wiele lepiej niż te dobre.
To powoduje że starsze pokolenie zyskuje wrażenie iż naokoło w porównaniu do ich czasów dzieje się tylko tragedia albo głupota.

Czy to oznacza że tak naprawdę to obecne czasy są lepsze niż przeszłość?
Odpowiedź brzmi nie, każdy okres czasu, epoka ma swoje minusy i plusy. Po prostu każdy czas ma swoją specyfikę, tak jest po prostu i raczej już się to nie zmieni. Należy więc żyć życiem obecnym nie żyjąc optymistycznymi wizjami, ale też i nie pesymizmem powtarzając że kiedyś to było lepiej.
Odpowiedz
#13
życie a równość
Żyjemy ale najczęściej nie doceniamy tego co mamy, czy winny jest tu dobrobyt (w sensie brak głodu, epidemii, wojen na terenie Europy) czy też coraz większa 
ignorancja, w sumie nie wiadomo.

Z 7 mld ludzi na świecie około 1 mld żyje w ubóstwie, 2 mld  jest biedna, reszta to ledwo klasa średnia różnego stopnia, a tylko garstka, to jest raptem parę tysięcy ludzi,
 żyje w bogactwie, przy czym, tu już nie pamiętam czy 100 czy 10 osób ma w swym ręku 90 proc. zasobów finansowych świata. Pytanie, czemu owi bogacze nie wspomogą przynajmniej biedniejszych (pomijam tu działalność fundacji które wyglądają bardziej jak ośrodki do dziwnych operacji finansowych, albo do zwyczajnego lansu)?

Nie piszę tu o rozdawnictwie kasy bo to problemu nie rozwiąże, ale budowa dodatkowych dróg, tworzenie dodatkowych miejsc pracy, szkół
 lub ich dofinansowanie, budowa studni w Afryce, albo działalność pro ekologiczna. Jest tyle spraw i problemów których rozwiązanie przyniosło by im pozytywną
pamięć wielu setek lub milionów ludzi na wiele lat. A to już dużo bo istniejemy póki istnieje pamięć o nas.

Niestety poza paroma fundacjami dla lansu i małymi akcjami bogacze nie robią nic by polepszyć świat. Prawdą jest że nikt od nich nie powinien czegoś takiego oczekiwać, w końcu to ich pieniądze i nie jest ich powinnością zastępować całe państwa. Jednak przy fortunach wynoszących miliardy mogliby bardziej zwiększyć swój udział w społeczeństwach (np. budując studnie w całym afrykańskim państwie a nie tylko 1 lub 2 wioskach co jakiś czas).Być może nie dostrzegają tego jakie szczęście i władzę posiadają.
Być może skupieni są na tyle by ciągle powiększać majątek że cele społeczne ich nie obchodzą.

A to tylko Ci najbogatsi, reszta społeczeństwa wygląda, (oczywiście z wyjątkami ) że im mniej mają tym więcej wśród nich ludzi prospołecznych. Niestety zazwyczaj brakuje im na to środków.
Zazwyczaj udaje się je zebrać poprzez publiczne zbiórki. Jest to jednak najczęściej kropla w morzu potrzeb.

Takie poglądy ma zapewne z 90 proc.społeczeństwa, że to bogaci mogliby wyeliminować większość zła na świecie, by ludzie byli w miarę równi majątkowo, a przynajmniej nie klepali biedy lub umierali z braku wody.

Być może byliby w stanie tego dokonać, pytanie czy powinni?

Ludzie nie są równi, różni nas poziom kultury, wykształcenia, społeczeństwo w jakim żyjemy, płeć, klasa społeczna rodziców itd. nigdy nie będzie tak by wszyscy byli równi
pod względem zarobków i innych spraw.

Nierówność powoduje że Ci co mają mało są zdeterminowani by mieć więcej, Ci co mają dużo są zdeterminowani by osiągnąć coś znaczącego najczęściej na polu władzy, technologii lub posiadanego majątku (choc bywają też ludzie po prostu korzystający z życia).
Służą za wzór dla biedniejszych oraz za źródło dzięki któremu mogą awansować w hierarchii. W równym w bogactwo społeczeństwie , nikt nie byłby bogaty, spora część ludzi (mniej umiejętna) źle wydając pieniądze stałaby się biedna. 

Jednocześnie skrajnie nierówne społeczeństwo prowadziłoby do powstania systemu pan-niewolnik, gdzie wkrótce wzburzony lud niewolników upomniałby się krwawo o lepszy byt w rewolucji. W takim systemie bogatym panom nie zależałoby na rozwoju technologicznym (bo i po co skoro żyje im się dobrze? ) - zabrakłoby pewnie także klasy średniej i specjalistów bez których rozwój byłby niemożliwy (bo po co umożliwiać dobrą edukację niewolnikom a przynajmniej ich masowej ilości? ). Władzę dzięki bogactwu mieliby zapewnioną.

Więc prawda jest taka że nierówność pozostanie zawsze, a równość ludzi to utopia nie mająca racji bytu, tak samo jak antyutopią byłby system skrajnie nierównego społeczeństwa.

Dlatego sądzę że obecny system mimo sporych wad i odchyłów w stronę jednego lub drugiego systemu jest bliski idealnej równowagi. Niech się bogaci lansują drobnymi (w stosunku do majątku) akcjami charytatywnymi, niech zakładają firmy dzięki którym będzie praca , niech klasa średnia wynajduje nowe usprawnienia technologiczne ,organizuje i działa jako specjaliści, niech klasa niska produkuje i naprawia dla reszty społeczeństwa.

To od naszych działań oraz posiadanego przez nas szczęścia zależy jakie miejsce zajmiemy w hierarchii społecznej i jak wielki wpływ będziemy mieli by coś zmienić.
Odpowiedz
#14
Prawda a prawda ekranu
By przedstawić jak się ma prawda do tego co widzimy na ekranie wezmę pod opis najważniejsze źródła czyli telewizję oraz alternatywę dla wielu czyli youtube. (ponizej wspominajac o statystykach oprócz youtube mam też na myśli resztę podobnych stron jak cda, lub dailymotion)

Nie wiadomo w sumie ile tak naprawdę jest oglądających youtube a ile telewizję, a ile ogląda i to i to - ankiety to tylko szacunki, często oparte o przekonania ludzi wiec mało 
miarodajne. Podejrzewam że obecnie jest to wyważone pół na pół, czyli czasem youtube czasem tv, a skrajne strony ( tylko tv, tylko yt-internet) sa też gdzieś równe.

Telewizja w miarę upływu czasu szukając coraz to nowych sposobów na zaciągnięcie widzów przed ekrany zaczęła najpierw stosować coraz bardziej szokujące lub co najmniej
kontrowersyjne programy (ot BigBrother choćby), potem zaczęli podkręcać sytuacje w tych programach często zwyczajnie wstawiając wyreżyserowane sytuacje, kłamstwa, manipulacja zaczęły być środkiem reporterskim- dziennikarskim - często usprawiedliwianym ideologią współczesne przykłady skrajne: TVP kontra PO, Nowoczesna, PSL  i wszystko co z nimi zwiazane oraz TVN - anty - PiS. 

Ostatnie parę lat to pójście  w stronę prymitywizmu i taniej produkcji.(ot paradokumenty) Programy często promujące patologie i bedące patologiczne już w sferze scenariusza a przede wszystkim zrobione jak najtańszym kosztem. (przypomina to trochę nurt kina amerykańskiego z lat około 90)

A jak to wygląda na youtube? 
Cóż jestem na tyle stary by pamiętać czasy kiedy YouTube nawet nie istniał. Podejrzewam że wielu czytających ten tekst również, albo przynajmniej pamiętają pierwsze lata  tejże strony.
Oprę się na własnych obserwacjach, więc to co napiszę poniżej jest w dużej mierze subiektywne. 

Początki youtube zbiegły się prawie z początkiem czasów gdy każdy w domu zaczynał mieć swój pierwszy komputer a niedługo potem internet.
Siec w Polsce się rozwijała a co za tym idzie przybywało potencjalnych widzów. Pierwsze top kanały w Polsce nie miały mln widzów a około 200-300 tys. i uważano to za wielkie osiagnięcie.
Tak było przez pierwsze około 5 lat, czyli spontaniczne często kanały, o słabej jakości wykonania, reklamy w tym czasie bardzo rzadkie zarówno ze strony yt jak i ,,twórców''.

Kolejne 5 lat to rozwój o sprofesjonalizowane kanały, najczęsciej ludzi z tzw. dobrych rodzin albo z dobrymi zarobkami - start z extra sprzętem, kasa na wybryki- podróże.Inną grupą byli ludzie nagrywający minecrafta (boxdel=idelti, deejaypallaside, blow, rezi i inni) gdyby nie nagrywanie tej gry pewnie nigdy by się nie wybili. Tym samym większość z nich nie tworzyłoby dzisiejszej patologii lub przynajmniej pustych w treść filmików.
 
Powoli reklamodawcy zaczynają widzieć potencjał w yt. Wraz z pierwszą poważniejsza kasa rozpoczynają się pierwsze także poważniejsze kampanie reklamowe poprzez kanały na yt. Kanały jeszcze bardziej się profesjonalizują ale tracą powoli swoją autentyczność a o spontaniczności praktycznie nie ma mowy (dbałość o wizerunek= większe zyski). 

Pojawia sie szerzej opcja przynależenia do jakiegoś koncernu medialnego albo tworzenia własnego (np.Abstra), twórcy za brak lub ograniczenie niezależności mają kasę na filmiki, sprzęt, ludzi, oraz pomoc prawną i co najważniejsze ochronę przed zdjęciem z yt za nieodpowiednie treści (np. sexmasterka - sam pomysł na jej kanał przeklejony z Niemiec ;) ).

Gdy w grę wchodzą pieniądze zaczyna się pokusa by zdobyć je niekoniecznie w moralny sposób (wyświetlenia ,sub), stąd dramy (często ustawione)
szemrane nagłe wzrosty oglądalności, powielanie zagranicznych filmów odnoszących sukces, a najważniejsze wspólny filmik z kimś bardziej znanym.

To ostatnie zapoczątkowało kolejną patologię jaką są sfery wpływów, promowanie kumpli nie wnoszących najczęściej nic nowego, pójście po najniższych instynktach wśród dzieciarni którą łatwo sterować.
Tworzenie się grup kumpli-youtuberów wzajemnie wpierających swoje kanały i hejtujących inne. Od tego czasu youtube powoli staje się tym samym czym jest dziś telewizja. 

Ostatnią patologią youtuba stały się ,,spotkania z widzami'' wejściówki nawet za 200 zeta - by móc ,,porozmawiać z twórcą'' reszta biedoty za tańsze bilety może se pooglądać, posłuchać, a czasem zdążą zrobić zdjęcie razem z twórcą. Nie neguję idei samych spotkań a formy jaką to najczęściej przybiera.
Promowanie się na autorytety i wzrost własnego ego,choćby tak jak to ma miejsce od co najmniej pół roku lub wręcz roku u Gonciarza lub Roja. Mam swoje argumenty do przynajmniej tych dwóch ale to zostawię na inny felieton, ten i tak jest już dość długi ;)

Praktycznie może z wyjątkiem części vlogów i filmów popularnonaukowych (które rozwijają się coraz bardziej), obecnie prawie cały youtube to zbieranina sztucznej reakcji, walki o wpływy i kasę. 

Gdybym miał próbować przewidywać w jaką stronę rozwoju pójdzie telewizja a w jaką youtube, stwierdziłbym, że nie wiadomo, zbyt dużo tu zmiennych czyt. programów ,kanałów, czynników.

Do każdego programu tv, lub kanału na youtube trzeba być mocno sceptycznym, ludzie tam mogą brzmieć nawet bardzo mądrze a często okazuje się że to co głoszą to sterta bzdur.
Bądźmy po prostu krytyczni, szukajmy w wielu źródłach a nie jednym, nie traćmy czasu na kiepskiej jakości rozrywkę najniższych lotów, a swój czas wolny przeznaczmy na coś innego, lepszego.
Odpowiedz
#15
gry - szacunek do gracza a kasa

Gry początkowo nie miały nawet dobrej prasy, traktowane jako ciekawostka i to głównie jako ot kolejna forma zabawek dla dzieciaków.
Gry przeżywały cały czas progres, stawiano raz na fabułę, raz na rozwiązania techniczne, grafika owszem była ważna ale nikt nie stawiał jej na pierwszym miejscu.

Sądzę że brało się to z oczywistych względów jakim było poprawienie opinii o grach jako takich wśród potencjalnej klienteli, a żeby to zrobić trzeba było się starać. Zwłaszcza że
wielkie firmy wydawnicze gier pojawiły się później. Najpierw trzeba było stworzyć świetnie odbierana przez graczy grę tym samym świetnie się sprzedającą. Te początkujące studia często wielkiej kasy na reklamę nie miały.

Przede wszystkim mówię tu o tytułach znanych mniej lub bardziej, oraz ówczesnych top tytułach. Pomijam gry robione byle jak bo i był to boom na właśnie takie gry za 10 zeta albo z gazetek, ale że raczej nic nie wniosły w rozwój rynku gier. (pomijam rozwój polskich dystrybutorów tychże gier dzięki którym mogą dziś tworzyć tytuły AAA).

Ale dość o subiektywnie przedstawionej przeszłości. Pytanie jak jest teraz?

Rynek rozwija się bardzo szybko bo o około 8% na rok, około połowę stanowią już gry mobilne, resztę rynku w mniej więcej równym stopniu zajmuje rynek gier konsolowych i pecetowych. Istnieją już wielkie koncerny wydające gry i to w sumie one wiodą prym w tytułach AAA. Masa kasy na reklamę, ogromne zespoły programistów, grafików, scenarzystów. Teoretycznie wielkie firmy powinny tym bardziej dbać o markę, o jej pozytywny wydźwięk. A niestety stopniowo idzie to w stronę braku jakiegokolwiek szacunku do graczy.

Czyżby nie zależało im na rozwijaniu marki, albo przynajmniej pozytywnym wydźwięku swoich produkcji, już nie wspominając szerzej o zadowoleniu graczy?

Moim zdaniem, nawet gdyby chcieli dbać o to wszystko, to musi odejść to na dalszy plan. Winne są tu 3 czynniki.

Pierwszym jest sam rozwój tychże firm, z małych firemek urośli do statusu gigantów, weszli na giełdę na której by nie tracić już w tym przypadku miliardów muszą ciągle generować coraz większy zysk.

Drugim powodem jest rozwój gier mobilnych i ich oddziaływanie na rynek, dają zdecydowanie większe zyski swym twórcom w porównaniu do poświęconej im pracy. Wszystko za sprawą mikrotransakcji w nich zawartych.

Trzecim powodem jest sama akceptacja stanu rzeczy przez ,,graczy''. Gra z produktu staje się powoli usługą z dodatkowymi płatnymi opcjami. No i Ci gracze mimo sporego protestu, który wpłynął nawet chwilowo na akcje EA, (mikrotransakcje w Star Wars Battlefront II) nie odbijają się póki co na całej branży. A i EA podejrzewam już odrobiła straty na innych tytułach. Żadna rozsądnie myśląca firma branży gier nie chce zarżnąć takiej kury znoszącej  złote jajka (zyski podobno większe niż zyski z rynku gier pecetowych i konsolowych razem wziętych - bez uwzględnienia mikrotransakcji). A gracze tylko utwierdzają ich w swej decyzji, płacąc za owe mikrotransakcje.

Mikrotransakcje być może nie bolałyby tak bardzo, gdyby nie: po pierwsze zawarcie ich w tytułach które już się kupiło i to za sporą kasę,po drugie wstawianie ich jako opcję pay to win, oraz po trzecie gdy wstawione są do odblokowywania istotnej zawartości gry.

Kolejną złą rzeczą w jaką idzie rynek gier jest tworzenie kolejnych części w tym samym uniwersum, bez istotnych zmian, na tym samym silniku. Stopuje to przede wszystkim rozwój gier. Jednak w obawie o finanse są tworzone, przy starych tytułach twórcy gier mają większą pewność zwrotu lub wręcz sukcesu danego tytułu z racji hype-u wśród ,,starych'' graczy którzy sięgną po grę dla samego tytułu.

Inną kwestią jest wydawanie gier pobugowanych, wybrakowanych wręcz w treści, bądź uboższych w treść niż poprzednie odsłony jak np. Skyrim, SimCity . Czemu wydawane są takie gry? Otóż i tu rządzi pieniądz a nie zdanie twórcy a tym bardziej graczy,
 zbyt długie prace nad grą przedłużają czas jej wydania, generuje to koszty i straty, a akcjonariusze oczekują przecież zysków bo i sami chcą przecież zyskać na akcjach.

Są też i inne modele zarobku jak np. DLC do Hearts of Iron, lub Europy Universalis albo samych Simsów. Spory zarobek twórców, trochę niemoralny bo wygląda tak jakby podstawka w żadnym wypadku nie jest kompletną grą. Ostatecznie jednak gracz dostaje to za co zapłacił  co zechciał kupić a niekoniecznie musiał.
Ten sposób zarobku oceniłbym po prostu jako szary moralnie jeśli chodzi o szacunek do graczy.

Sądzę że sama branża w zależności od zachowania graczy może się zmienić w dwie strony. Jeśli graczy extra zacznie odrzucać idea powtarzalnych tytułów, a szczególnie mikrotransakcji to wykorzystają to małe studia tworząc oryginalne tytuły bez mikrotransakcji kojarzonych jako zło i brak szacunku do graczy.
Jeśli idea się jednak przyjmie czekają nas pewnie gry-usługi, być może nie będziemy płacić za sam tytuł a za konkretną treść danej gry.

Na koniec wspomnę jeszcze o CDprojektRED, a to dlatego że obecnie są postrzegani przez wielu jako rycerz na białym koniu wśród ,,zesputej'' branży. Jednak gry które tworzą, dbałość o gracza, dawanie darmowych treści to zwyczajnie model biznesowy mający dać im się wybić wśród gigantów.

 Tak samo jak gwint ma zapewniać im stabilność finansową. Thronebraker czyli pochodna gwinta i wieśka ma pewnie sprawdzić miejsce na rynku, na grę typu (ale bez tur) Heroes might and... a przy okazji dać kolejny zysk aż do czasu wypuszczenia w świat Cyberpunk2077.
Oby jednak ten model biznesowy utrzymywał się jak najdłużej  i dawał inspirację do zmian dla całej branży.
Odpowiedz
#16
Anonimowość w sieci

Każdy z nas nie raz nie dwa widział informacje, kampanię reklamową albo inną formę przekazu mówiącą o tym że w sieci nie jesteśmy anonimowi, że w sieci nic nie ginie.
Jest to w dużej części prawda, choć da się usunąć wrzucony filmik np. na yt - wystarczy że nie jest on popularny (mała liczba osób będzie o tym pamiętała, mała szansa że pojawi się jakiś reuploaudowiec). Jeśli nie my wrzuciliśmy film można to zgłosić a w skrajnych przypadkach wejść na drogę sądową (wizja lat i kosztów rozpraw skutecznie odstrasza większość ludzi).

To tylko filmiki które obok nagrań chyba najbardziej wkraczają w naszą anonimowość (ukazanie wizerunku, głosu i zapis naszych działań). Te też się a zablokować jeśli dobrze pamiętam wysyłając e-mail do google o zablokowanie wyników z naszym nazwiskiem i wizerunkiem. (jeden z moich nauczycieli tak zrobił i faktycznie nic praktycznie nie da się o nim w sieci znaleźć).

Kolejną sprawą są zdjęcia, te z kolei są publikowane z wielką chęcią przez użytkowników różnych portali społecznościowych. I to bywa już plagą w ostatnich latach, często przez to że zdjęcia nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Jest ich zazwyczaj sporo (i mowa tu o zdjęciach z życia prywatnego, a nie zdjęć artystycznych lub np. zdjęć roślin lub zwierząt.) co często oznacza że osoba tak na prawdę szuka jedynie atencji, uznania, ma niskie mniemanie o sobie. To akurat kwestie społeczne i psychologiczne, ale co z anonimowością przy takiej ilości danych?

Ano właśnie, praktycznie jej nie ma , np. na facebook-u mało kto podaje jakieś pseudo zamiast imienia i nazwiska, czyli już można zacząć szukać w necie kto zacz. Druga sprawa zdjęcie profilowe przedstawiające najczęściej daną osobę - czyli  jak na dłoni pokazany mamy wizerunek danego człowieka. Trzecia sprawa informacje o sobie, wiek, szkoła itd., im więcej ich udostępni ktoś, tym mniej jest anonimowy, tym lepiej i szybciej będzie można oszacować kim jest ta osoba, gdzie pracuje-uczy się, w jakich godzinach, wykształcenie, zainteresowania, stan majątkowy. Dosłownie masa danych o których raczej nie wspomnielibyśmy pierwszej lepszej napotkanej osobie, a w necie mają to wszystko podane od razu bez wielkiego szukania.

W takich mediach łatwo tez o publikację naszego zdjęcia przez inne osoby z naszego otoczenia, np.jakieś zdjęcie grupowe z imprezy.

Pomijając media społecznościowe  (których kwestia jest dobrym tematem na inny felieton), w samej sieci zakładamy konta na wymyślone nicki. Jeśli tylko gramy w gry online ale bez jakiś rankingów to raczej mało ktokolwiek się o nas cokolwiek dowie. Ale wystarczy że widniejemy na kilku forach tematycznych, fanowskich i już można próbować stworzyć jakiś mniemanie o danym człowieka ją ma osobowość, w jakim jest mniej więcej wieku.

Sam minecraft posiada zapis na minecraft-statistic o każdym graczu, także i non premium, wiadomo dzięki temu, kiedy dany gracz grał w mc, na jakim serwerze, ile na nim grał, można też wywnioskować czy ma premium czy non, oraz jakiego typu serwery uwielbia. Także nawet grając w mc nie jesteśmy do końca anonimowi.

Sama przeglądarka umożliwia łatwe znalezienie informacji na nasz temat, wpiszcie swoje imię i nazwisko, albo tylko swój nick, a najpewniej pokaże się już co najmniej  od 1 do 3 wyników odnoszących się do waszej osoby.

Możemy próbować być anonimowi w sieci, jednak jest to niewygodne i niepraktyczne, w każdym bądź razie, lepiej jest dwa razy przemyśleć zanim coś do tej sieci wstawimy i jakie sami udostępnimy informacje.
Odpowiedz
#17
Propaganda- część I
Propaganda otacza nas zewsząd, rozmaite instytucje, rządy, osoby, organizacje kościelne i świeckie próbują nas nakłonić do myślenia tak jak myślą oni ,albo co gorsza tak byśmy myśleli jak oni chcą.

Czy to złe? W większości przypadków niestety tak gdyż prowadzi do myślowego fanatyzmu.

Najlepiej propagandę widać w konflikcie pomiędzy jakimiś zwalczającymi się stronami.
,,Katolicy'' plują na ateistów jako bezbożników bez moralności, wyższych celów, bez empatii.
,,ateiści'' plują z kolei na katolików uważając ich za ciemnotę, ślepo posłusznych klerowi ludzi, dewotów

Jedna i druga strona próbuje w komentarzach, na forach i innych dowieść drugiej stronie że się myli i szuka sobie zwolenników. Ateiści oparci o liberalną ideologie wywodząca się z myśli filozofów takich jak E.Kant lub Wolter, zaś katolicy w oparciu o filozofię ,,ojców Kościoła '' i doktorów tegoż jak św. Tomasz z Akwinu ale też i sporo z Arystotelesa oraz innych czynników jak dogmaty ustalane przez Kościół, tradycja i sama Biblia.

Ciekawe przy tym że jednym i drugim umyka fakt iż według każdej próby logicznego dowodu na istnienie lub nieistnienie Boga nie udaje się dokonać takiego dowodu którego nie dałoby się obalić. Tym samym nie da się ani potwierdzić ani zaprzeczyć istnieniu Boga, więc spór ten jest kompletnie iracjonalny z punktu logiki. Jest to jedynie kwestia wiary.

No i tu dochodzimy do sedna jakim jest niewykształcenie mas, ich ignorancja wiedzy. Dzięki temu co zręczniej ułożona propaganda ma wpływ najpierw na jednostki, które powielają tę ,,propagando-wiedzę'' dalej.

I tak można patrząc na komentarze ,,ateistów'' poddać w wątpliwość czy to rzeczywiście ateista czy też jakiś antyklerykał, jakiś człowiek któremu nie po drodze z samą instytucją Kościoła albo poglądami Kościoła na jakieś sprawy jak np. in-vitro, aborcja, związki partnerskie.

Tak samo patrząc na komentarze ,,katolików'' na tę ilość ich niezwiązanych kompletnie z naukami Kościoła wypowiedziami, zwłaszcza chamskimi, albo o mordowaniu jakiś grup społecznych. Po czymś takim człowiek raczej nie uwierzy że to katolik, tylko człowiek o wybranych przez siebie i wygodnych dla siebie naukach Kościoła okraszonych własnymi przekonaniami. Chodzenie do Kościoła co niedziela, a nawet przyjmowanie komunii, nie czyni jeszcze z człowieka katolika w pełny sensie, w końcu teoretycznie dałby i radę zrobić to człowiek kompletne niewierzący w Boga.

W naszym kraju winny jest Kościół, szkoły wszelakiej maści oraz sami mieszkańcy gdyż nie uczyli dobrze ani wiary, ani filozofii a ludzie nie chcą sięgać po wiedzę i idą na łatwiznę dalej umacniając w złych poglądach.

Taką wersję propagandy spotyka się najczęściej, gorzej że potrafi ona oddziaływać na społeczeństwo niczym wirus zarażając poglądami na wiarę i niewiarę masy, często zwyczajnie prowadzi do fanatyzmu i braku otwartości na innych i ich poglądy a to od sporów słownych może doprowadzić do sporów fizycznych.
Odpowiedz
#18
Propaganda-część II

Instytucje takie jak szkoła, policja, straż pożarna, leśnicy, urzędy skarbowe, albo i całe ministerstwa prowadzą często różnorakie akcje. Jak programy podnosząc wydajność w nauce, a to bezpieczeństwo na drogach, uczciwego płacenia podatków lub jakieś akcje wspomagające ministerstwo w jakimś działaniu. Są to najczęściej akcje w zasadzie propagandowe ale o najczęściej dobrym zabarwieniu. Maja na celu ,,wychować społeczeństwo'' zmienić postawy społeczne lub po prostu wpłynąć na jednostki by np. jeździły ostrożniej.

Gorzej gdy ideologia lub jakiś doraźny interes kogoś ważnego wpłynie na daną akcję albo ją wywoła. Na przykład kilka lat temu (chyba za premier Kopacz) słynna w całej Polsce była akcja zabierania paragonu z  zakupów. Można było wygrać samochód. Ostatecznie okazało się jeśli dobrze pamiętam, że samochód wygrała pracownica tegoż ministerstwa stojąca w dodatku gdzieś w dobrej znajomości z członkami rządu. Taka akcja nie dość że skompromitowała rząd i ministerstwo to jeszcze zapewne wkurzyła ludzi powodując odmienne postawy i mniejszą skłonność do uczestniczenia w podobnych.

Akcja promowania historii w szkołach i innych instytucjach. Historia dobrze nauczana pokazuje niestałość idei, narodów, państw, klimatu i wszystkiego co się na planecie działo, pozwala też w jakimś stopniu przewidzieć przyszłe wydarzenia (choćby w myśl zasady iż historia lubi się powtarzać- ale kwestia przewidywań jest bardziej skomplikowana).

Odpowiednio spreparowana historia, lub wręcz odpowiednio zaopiniowana, przyjmowana bez refleksji, na gorąco, podsycająca jakieś uczucia np. nienawiści do jakiegoś narodu powoduje że spora część społeczeństwa działa w określony sposób. Co gorsza całe państwa po latach historycznej propagandy potrafią zachowywać się inaczej w polityce.

Najlepiej chyba pokazuje to jeszcze do teraz pokutujący wizerunek Napoleona w naszym narodzie jako wyzwoliciela o głównie pozytywnym wizerunku. Prawda jest taka że wysługiwał się nami tyle ile się dało, tworząc Księstwo Warszawskie stworzył po prostu kolejne państwo ,,wasalne'', a co do jego zwycięstw, spora ich część to zasługa jego generałów którzy cichli gdy im się dało różnorakie dobra a zwycięstwo przechodziło na konto cesarza. Jeszcze wspomnieć tu można o choćby pogromach w Hiszpanii i nie tylko.

Bardziej współcześnie to próby wybielania Niemców i zbrodni II WŚ, widoczna już powoli nawet w grach komputerowych. O Rosjanach chyba nie ma co nawet wspominać za ,,pomoc'' aliantom podczas II WŚ ich zbrodnie stały się zwłaszcza dla Zachodu tajemnicą poliszynela. Często jeszcze mają pozytywny wizerunek niczym alianci (którzy też niejedno na sumieniu mieli ale na pewno nie w takim stopniu jak oba reżimy).

Można by tak jeszcze długo wymieniać różnorakie propagandowe akcje instytucji a szczególnie te historyczne (o nauce historii zrobię zresztą osobny felieton). Obyśmy żyli tak by żadne pozytywne akcje instytucji nie były nam potrzebne, oby nie było tych zepsutych. Dobrze jeśli nie będziemy ignorantami jeśli chodzi o historię i nie przyjmowali za pewnik co tam rząd, instytucja czy jakiś ,,ekspert'' głosi tylko sami zajrzeli najlepiej do opracowań naukowych i sami wyciągali wnioski. Nawet jeśli wnioski miałyby być błędne, bo będą własne, nie masowe.
Odpowiedz
#19
Propaganda- część III - ostatnia

Propaganda dotyczy także sportu, niestety ale przede wszystkim od pamiętnej olimpiady w 1936 w Berlinie stało się to głównym celem. Owszem nadal może i sportowcy są w jakiś sposób ważni w końcu to dzięki nim to wszystko się kręci. Jednak oprócz tego iż sport zamienił się głównie a czasem jedynie w biznes jest także świetną formą do uprawiania propagandy.

Każde igrzyska mimo iż chyba tylko jedne okazały się nie przynosić strat, są z wielką ochotą organizowane przez jakiekolwiek państwo. Często te państwa działają przeciwko swym mieszkańcom byle tylko zorganizować owe igrzyska (wysiedlenia pod wioski olimpijskie i inne). Igrzyska same w sobie mają ukazać reszcie narodów świata jak wspaniały jest kraj który je organizuje, stąd też choćby mniej lub bardziej propagandowe przedstawienia na początku i zakończeniu igrzysk. Reszta świata ma to oglądać.  Nie dzieje się wtedy najlepiej ze sportowcami którzy gdzieś tam nikną o ile nie osiągną czegoś extra jak np. rekord medalowy lub w danej dyscyplinie.

Same medale to wręcz często cicha wojna miedzy mocarstwami, krajami średnimi, oraz malutkimi. Te pierwsze chcą dowieść swej potęgi, ci drudzy co najmniej to że są lepsi od swych sąsiadów, ci ostatni zaś że istnieją i w dodatku coś potrafią wywalczyć. W takim układzie ważniejsze są polityczne animozje między państwami i chęć poprawienia wizerunku niż czysta rywalizacja sportowa.

I właśnie ta chęć poprawienia wizerunku albo nastroju wśród własnych społeczeństw pcha państwa w organizację kosztownych zawodów, finansowania dyscyplin lub wręcz dofinansowywania za publiczne pieniądze kariery pojedyńczych osób (najświeższy przykład Kubica). Sportowcy zawsze ocieplają wizerunek polityków zwłaszcza gdy mają sporo sukcesów. Często trafiają na listy wyborcze mimo iż raczej ciężko o dobrze wyedukowanego sportowca albo znającego realia życia codziennego (ciężko nazwać takim doświadczeniem ciągłe wyjazdy na zawody i treningi plus kasę za hobby-pasję). Więc dla tej propagandy wizerunkowej głównie są finansowani. Bo czy nie zastanowiło Was kiedyś czemu jedne dyscypliny dostają więcej kasy a inne mniej - jedynym czynnikiem jest tu tak na prawdę medialność dyscypliny i możliwość wykorzystania tego propagandowo.

Ostatnią formą propagandy i tą zazwyczaj najbardziej oczywistą jest ta medialna, najczęściej inspirowana przez rząd i opozycję.
Na polskim podwórku jeśli chodzi o telewizję są to TVN czyli sprzyjające politycznym wrogom PiS, TVP sprzyjające PiS i Kościołowi, oraz Polsat próbujący zazwyczaj być gdzieś pośrodku- co nie znaczy ze brak tam propagandy sprzyjającej najczęściej SLD i pochodnym. Wynika to bardziej nawet po prostu z modelu biznesowego i poglądów zatrudnionych ,,dziennikarzy'' niż typowo celowego działania.

W internecie przodują na zresztą już coraz mniej popularnym Facebooku anty-pisowski Sokzburaka, pro-pisowski Żelazna logika i z odchyleniem na prawo Nagroda złotego Goebbelsa.
Oczywiście są też i portale i fan-page najczęściej opcji skrajnych jak skrajna lewica lub prawica, nacjonaliści, anarchiści itd. ale poza swoimi środowiskami nie są zbyt najczęściej znane a ich funkcja propagandowa polega głównie na umacnianie przekonań własnych sympatyków.

Są też i poszczególne osoby i organizacje mniej lub bardziej próbujące wpłynąć na przekonania widza na Youtube do jakiś poglądów lub wręcz wprost do opcji politycznej. Najczęściej są to byli dziennikarze teraz działający jako ,,niezależni''. Póki co jeszcze unikają tego gamerzy, vlogerzy i inni tego pokroju, ale i tu się to zdarza coraz częściej a niestety dzieciarnia przyjmuje owe poglądy bez refleksji.

Te 3 felietony na temat propagandy to wręcz coś w rodzaju wstępu do tematu. Mógłbym opisywać to dalej i szerzej, poszczególne zagadnienia, wtedy ,,akapity'' zamiast góra po 6 linijek miałyby ich o kilka więcej, a i samego tekstu byłoby od groma. Być może temat jeszcze rozwinę przy okazji innych felietonów.  Dlatego też przejdę w następnych felietonach do innych tematów.

W każdym bądź razie współcześnie nie ma już praktycznie czystego źródła informacji, trzeba je sprawdzać w co najmniej kilku źródłach a jeśli ich nie ma to przynajmniej być sceptycznym i nie powielać domniemanego fake newsa. Można wręcz stwierdzić że dzisiejsza propaganda oparta o wychowanie w szkołach, nauczaną  i głoszoną historię, opartą na emocjach jak w sporcie, lub o media, jest właśnie tym bardziej skuteczna im mniej społeczeństwu się chce obalać podawane informacje i sprawdzać je.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości