Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Felieton Serwerowy
#21
Dobre serwery minecraft
Od dłuższego już czasu zastanawia mnie fakt jak wyglądałaby utopijna (a przy tym niemożliwa do realizacji) wersja serwera minecraft. Jakie cechy miałby taki idealny serwer?


Popularność serwera? 
Cóż chyba każdy się ze mną zgodzi ze ilość rzadko kiedy oznacza jakość, więc liczba graczy raczej nie jest za dobrym wyznacznikiem choć może wskazać jak dobrze gracze się czują na serwerze. Z drugiej strony mała liczba graczy wygląda mało zachęcająco co prowadzi do błędnego koła- w skrocie nie ma graczy bo nie ma graczy.

Większość graczy w określonym przedziale czasowym?
Gracze w widełkach wieku 10-16 lat dogadaliby się ze sobą świetnie, tak jak i gracze z grupy 16+ między sobą. Tylko co to byłby za serwer gdyby preferował jedyne graczy w określonym wieku. Ważniejsza byłaby osobowość graczy, tyle że wszystkich sprawdzać się w kółko nie da, tym samym system by się posypał. Także ograniczenia wiekowe są szkodliwe.

Surowość kar dla porządku?
Kary są dobre, o ile są słusznie nadane, wedle przepisów jakie gracz lub administracja zobowiązała się przestrzegać wchodząc już na serwer. Jednak nadmierne karanie, lub karanie pod wpływem emocji, impulsu wkrótce zostanie odnotowane wśród wszystkich na serwerze. Nikt nie lubi grać czując gdzieś ten ,,nieuchronny bat'' nad sobą. Także nadmierna surowość szkodziłaby tak samo jak i pobłażanie.

Serwer istniejący już ponad kilka lat?
Wydawałoby się to zaletą, mnóstwo weteranów z dawnych lat choćby z sentymentu wracający co jakiś czas na serwer, a być może na nowo w niego zaangażowani. Z drugiej strony świadomie lub nie mogą chcieć powrotu do stanu sprzed lat sprzeciwiając się zmianom mimo braku argumentów. Sam serwer może się stać już zbyt skostniały w strukturach, kadrach, sposobie zarządzania (brak świeżych osób w administracji i pomysłów albo ich nadmierna liczba ), tworzeniu się grupek poparcia i po cichu zaniknąć z czasem.

Serwer istniejący od niedawna?
Zaletą byłoby świeżość energii, administracji, nowo-przybyłych graczy. Niestety tu raczej plusy się kończą, serwery takie cierpią zazwyczaj na brak organizacji, brak większych struktur jak forum, serwery discord , ts3. Często też brakuje kogoś kluczowego z talentem potrzebnym na serwerach budowniczych, techników, grafików itd.

Posiadanie świetnych zasięgów reklamowych np. na YouTube albo mediach społecznościowych?
Taki serwer praktycznie na brak graczy by nie narzekał więc fakt mogłaby być to cecha serwera idealnego. Jednak te szerokie masy nie są tak ,,wierne'' serwerowi. By podtrzymać zainteresowanie serwerem, reklama musi się ukazywać regularnie. Inaczej tłumy z czasem przejdą gdzie indziej, tłumy te też są dość chaotyczne i często też powodują chaos nie do opanowania na serwerze.

Serwer mający drobną reklamę, głównie opartą o pocztę pantoflową?
Drobna reklama to na pierwszy rzut oka nie jest cecha idealnego serwera. Jednak gracze zaproszeni przez swych znajomych na serwer, grają najczęściej razem ze swymi znajomymi. Wspólna gra zazwyczaj bywa łatwiejsza toteż zapraszają kolejnych. Wytwarza się swoista koleżeńska więź graczy między sobą, a także więź z serwerem na którym grają. Tacy gracze mogą i wrócić po latach choćby z sentymentu. Polecenie przez kumpla ludzie traktują bardziej pozytywnie niż adres znaleziony gdzieś przypadkiem w necie. Zazwyczaj serwery takie nie są masówką, a gracze z polecenia rzadko kiedy ,,szaleją'' choćby dlatego że stracą wtedy możliwość gry z kumplem który ich zaprosił, albo dadzą temu kumplowi złą opinię wśród reszty serwera.

Nastawienie na jak największe tłumy?
Serwery takie mają nawet rozbudowane administracje i systemy kar, jednak gracz jest tam niewiele znaczącym kolejnym nickiem, którego sprawy można rozwiązać nawet i za tydzień albo przynajmniej załatwić byle jak. 

Nastawienie na bycie nie-masówką?
Serwery takie nie potrzebują aż tabunów administracji. Gracz nie jest tu pionkiem, to osoba posiadająca własny charakter a także i problemy które zazwyczaj administracja rozwiązuje w szybkim tempie.

Zarabianie na siebie?
Serwery takie mają zazwyczaj większą szansę przetrwania gdyż właściciel do nich nie dokłada a często także i zarabia i to niemało. Jednak gdy w grę wchodzą pieniądze, mogą one stać się głównym celem istnienia serwera a to wkrótce prowadzi do patologii która wyniszcza serwer.

Serwer opłacany ze składek admy, graczy, samego właściciela?
Serwery takie są mniej stabilne, wystarczy jakieś nieszczęście, sytuacja życiowa u głównego fundatora a serwer momentalnie znika z areny dziejów. Z drugiej strony serwer taki ma mniejsze szanse stać się maszynką do zarabiania kasy.

Posiadający kompetentną administrację, oddaną serwerowi nawet gdy ledwo zipie, opartą na jednostkach których nie obchodzą stanowiska a serwer i otwartą na zmiany?
To myślę byłaby jedna z cech idealnego serwera

Tych cech jest jeszcze sporo, pytanie w takim razie jak wyglądać powinien przynajmniej zbliżony do ideału serwer?

Moim zdaniem to serwer z tradycją, nawet kilkuletnią. Otwarty na zmiany i nowe pomysły i znający umiar w ich stosowaniu i tworzeniu. To kompetentna administracja, oddana sprawie serwera a nie swojej, pomagająca graczom. To serwer o drobnej reklamie, ale nie gardzący rozgłosem co jakiś czas. To serwer nie nastawiony masowo a traktujący każdego gracza jako osobną jednostkę wartą uwagi. To serwer nie nastawiony na zysk, ale jednocześnie dążący do choć częściowego finansowania go poprzez sklep. Serwer nie tworzący barier dla graczy mogących na nim grać, a zapraszający wszystkich chętnych. Serwer dbający o porządek, ale jednocześnie nie będąc opresyjnym wobec graczy. Serwer nietworzący zamkniętych grup towarzyskich. Serwer dający się wypowiedzieć każdemu, nawet jeśli miałaby być to krytyka. Serwer gdzie obowiązuje wzajemny szacunek a w administracji zaufanie.

Taki według mnie byłby ten zbliżony do ideału serwer.
Odpowiedz
#22
Decyzje

Niby sprawa prosta, mamy wybór możemy dokonać tej a tej decyzji, codziennie podejmujemy ich mnóstwo, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Większość naszych decyzji jest prosta bo i często rutynowa. Gorzej gdy nasze decyzje mają coś zmienić w naszym życiu, życiu innych albo zmienić otoczenie.

Waga decyzji i jej wpływ zazwyczaj najbardziej oddziałuje na to jak długo zwlekamy z podjęciem decyzji. Często są to decyzje ostateczne po których nie ma odwrotu albo których odwrócenie byłoby mocno kłopotliwe lub kosztowne. W pewien sposób paradoksalnie niepodjęcie jakiejkolwiek decyzji też jest jakąś decyzją, jakimś działaniem i też ma wpływ.

Najważniejsze pytanie jakie sobie zadajemy przed podjęciem decyzji to to czy decyzja ta będzie dla nas dobra albo przynajmniej czy nam nie zaszkodzi. Jeszcze inną myślą jest to jak zareaguje otoczenie na naszą decyzję. A zupełnie inną myślą jest to czy decyzja ta jest zła czy dobra. W każdym bądź razie pierdyliard czynników ma wpływ na to jak postąpimy.

Decyzje podejmowane są także i bezmyślnie, gdzie jedynym czynnikiem jest impuls wywołany emocjami, np. gniewem, zazdrością, antypatią do kogoś. Może to być po prostu tylko podjęcie decyzji bez jakiegokolwiek czynnika.

To co napisałem powyżej to oczywiste sprawy, wypisałem je by przypomnieć jak teoretycznie prosta czynność może się skomplikować a mimo to zdecydowana większość decyzji jest podejmowana bez większego przemyślenia, refleksji, brania pod uwagę każdej opcji. Takie zamartwianie się i niezdecydowanie wkrótce wprowadziłoby nas albo w obłęd albo w totalny marazm, biedę.

Bo prawdziwą mądrością w podejmowaniu decyzji jest według mnie posiadanie wątpliwości, branie pod uwagę więcej niż jednej opcji w nierutynowych decyzjach, szczególne zastanowienie gdy decyzja ma wpływ na innego człowieka bądź nas samych. Decyzje zgodne z zasadami logiki i moralności, nie według emocji lub bezmyślne. A jednocześnie mimo to podejmować decyzje zdecydowanie.
Odpowiedz
#23
Kwestia honoru

Czy dziś istnieje jeszcze coś takiego jak honor, czy rządzi już wszystkim zwyczajny konformizm a w stosunkach społecznych oportunizm?

Pytanie co jest dziś uważane za honorowe?

Czy jest to trzymanie się własnych zasad bez względu na koszty - jeśli się dzięki temu nam powodzi, albo sobie tym nie szkodzimy, to ok, jeśli zasady te są moralne i tolerowane przez innych to także jest to uznawane za honorowe postępowanie. Niestety dziś dobre imię nie znaczy tyle co kiedyś, a trzymanie się zasad powoduje niejedno nieszczęście lub kłopoty.

Czy honorowym jest bronienie kogoś? - sądzę że tak o ile wina nie jest oczywista a my wiemy lub mamy mocne przesłanki że jest niewinna, w przeciwnym razie mając świadomość winy bronionej osoby sami okrywamy się niesławą.

Stanie murem za kumplami i przyjaciółmi , przychylanie i naginanie zasad i warunków tylko ze względu na więzi - stanie murem za przyjaciółmi jest jak najbardziej honorowe ( o ile nie zachodzi sytuacja powyżej), naginanie warunków itd. już nie, gdyż kłóci się to ze sprawiedliwością.

Chęć i dokonanie zemsty na kimś? - w czasach które wykluczają samosąd raczej coraz mniej honorowe, za bardziej honorowe uznaje się powstrzymanie się od dokonania zemsty jako pokaz ,,wyższości moralnej'' nad przeciwnikiem który nas lub grupę, organizację w jakiej jesteśmy w jakiś sposób skrzywdził. Jest jednak od tego wyjątek, za honorowe uznaje się nadal zemstę na kimś kto już zaszkodził i szkodzi nam, lub grupie i organizacji dalej. Zemstę traktuje się wtedy jako rzecz konieczną.

Czy bardziej honorowym jest obstawaniem przy własnym interesie lub zachciance niż przy interesie społecznym lub grupy? - tu sytuacje akurat są różne, na pewno honorowym nie można zwać zachowania wielu polityków z każdej opcji politycznej. Sądzę że wszystko zależy od wagi i pozytywnego znaczenia działań mającym sprzyjać nam a innym.

Czy honorowym jest ciągłe schlebianie jakiejś osobie, choćby tylko dla uznania lub utrzymania pozycji społecznej? - odpowiedź według mnie brzmi nie

Ogółem honor polega przede wszystkim na sprawiedliwym, moralnym i empatycznym postępowaniu oraz gotowości do poświęcenia.

Pytaniem jest, czy my sami, postępujemy honorowo?
Odpowiedz
#24
Kwestia wiary - część I


Gdy mowa o wierze w coś, mamy na myśli przede wszystkim wiarę w dogmaty jakiejś określonej religii. Nawet ateiści w coś wierzą.

Kiedy by się przyjrzeć 3 ,, najczęściej'' wymienianym religiom, pod względem historycznym to ta wiara mogłaby szybko minąć u wielu wiernych.


Chrześcijaństwo - wywodzi się od Jezusa Chrystusa który nauczał w Judei i Galilei przez około 3 lata swego życia. Ale zacznijmy od początku, tereny na których urodził się Jezus były jednymi z najbiedniejszych, społeczeństwo było głównie rolnicze. Maria zwana u nas w kraju gdzieś od lat 60 Maryją, miała coś około między 12 a 14 lat. Zaszła w ciążę gdy była już zaręczona z Józefem który pochodził z ,,rodu Dawida'' a więc dawnego rodu królewskiego Izraela. I tu jest pierwsza przesłanka, po pierwsze ciąża przed ślubem w tamtych czasach mogła się spotkać wręcz z samosądem ludności która ukamieniowałaby Marię. Czego to się nie wymyśli żeby ochronić własny tyłek, Józef uznał to dziecko i ożenił się z Marią, cóż nikt nie chce być ,,rogaczem'' albo przynajmniej zhańbionym nieślubnym dzieckiem, a tamte czasy tym bardziej opierały się na dobrej opinii niż obecne. 

Idźmy dalej, biblia podaje ,,rzeź niewiniątek'', jednak nie ma za tym żadnych przesłanek historycznych, sam Herod co ciekawe ma przydomek Wielki. Być może ktoś kto spisywał Biblię przerobił historię z poskromienia jakiegoś buntu, których na tamtych terenach było pełno.


Sam Jezus mógł mieć związki z ruchem apokaliptycznym Esseńczyków - czekali a jakże na nadejście Mesjasza i koniec świata, do ruchu należał ponoć Jan Chrzciciel, kuzyn Jezusa.
Sam Jezus mając gdzieś około 20 lat pracował zapewne przy willach bogaczy razem z ojcem - (tu wyleciała mi nazwa tejże miejscowości, ale większość rzemieślników z okolicy najpewniej tam pracowała w końcu za coś trzeba żyć, zwłaszcza gdy region jest extra biedny) traktujących biedotę gorzej niż bydło. Stad miały się wziąć przekonania Jezusa o miłości bliźniego itd. . Chrzest  u Jana Chrzciciela też jest dość wymowny, nikt dotychczas nie stosował rytuału oczyszczenia w taki sposób i z taką interpretacją jaką robił to Jan. Jezus musiał znać nauki Jana i je akceptował, Jan wkrótce zostaje ścięty a jego zwolenników przejmuje Jezus głoszący odnowę moralną, reinterpretuje Torę, głoszący apokalipsę i Królestwo Boże, czyli treści podobne do Esseńczyków, plus treści przejęte od Jana i plus własne przemyślenia.


Główną przyczyną tak dużych rzesz ludzi - parę tysięcy zwolenników- Jezus przyciągnął poprzez cuda i przyjmowanie każdego, niby niezwykłość, ale trzeba spojrzeć uczciwie na to że w owych czasach cudotwórców było mnóstwo, tylko że tamci byli bardziej wędrownymi kaznodziejami, nie głosili nic nowego, albo robili to za pieniądze.


To tyle odnośnie chrześcijaństwa mimo iż jeszcze niejedne fakty idzie dodać.

Kolejną religią jest islam

Zanim Mahomet zaczął nauczać, Półwysep Arabski był pełen wędrownych plemion pasterskich, jedynie nabrzeża posiadały miasta. Ludność była politeistyczna, jednak duże wpływy zaczynały mieć tam poszczególne odmiany chrześcijaństwa, sporo było także wyznawców judaizmu. Oczywiście ludność zaznajamiając się z obcymi wierzeniami, często przyjmowała część za własne, Boga uznając jako dodatkowe bóstwo lub wręcz nawracając się.

Aspekt militarny tych ludów co ważne był jednym z aspektów ich przetrwania i pomnażania bogactwa. Wykorzystywała to zarówno Persja jak i Bizancjum opłacając te plemiona lub zawierając sojusze z królestwami arabskimi. Można powiedzieć że dzięki temu Arabowie w pewien sposób wyszkolili się w walce przeciwko obydwu ówczesnym potęgom.
Z relacji ówczesnych kronikarzy wynika że i kobiety stawały na czele armii arabskich, więc ich ówczesny status społeczny musiał być dość wyrównany z mężczyznami.

Jeśli wierzyć relacjom tamtych czasów w dodatku z neutralnego gruntu, Mahomet spotkał mając około 11 lat mnicha-pustelnika chrześcijańskiego, ten stwierdził że Bóg wybrał Mahometa by ten głosił wiarę - tak jak w sumie każdego chrześcijanina - (wyobraźmy sobie teraz raczej niepiśmiennego proroka, małoletniego któremu ktoś mówi że ten ma głosić wiarę i jest wybrańcem Boga). Być może po latach Mahomet doszedł do wniosku że to nie tylko słowa pustelnika ale prawda? Dość jednak gdybania o motywach, w dodatku na pojedyńczym źródle.

Sporo Mahomet wziął z judaizmu i chrześcijaństwa, sam Koran ostateczną redakcje dostał w VIII wieku, inne wersje ówczesny kalif kazał zniszczyć, więc nie wiadomo czy ta obecna jest tą najwierniejszą wersją. Inna sprawa to niezły miszmasz owych tekstów które są co najmniej mało zrozumiałe, albo wręcz sobie przeczą. Są też 4 główne szkoły interpretacji Koranu mówiące np. że obowiązujące są te dogmaty które napisane były na dany temat najpóźniej. Trzeba mieć też na uwadze iż współcześnie wiara muzułmańska opiera się głownie na bardziej zrozumiałych hadisach. Dodajmy do tego iż jedynym czynnikiem łączącym tę wiarę jest język arabski (by porównać katolicyzm zrezygnował z łaciny dopiero w latach 60). Wiele rejonów różni się ze względu na lokalne tradycje w interpretacji wiary muzułmańskiej, w podejściu do dzihadu, uznawania kalifów i innych. Także mimo wszystko nie ma tam jedności.

Sam Islam w pierwszym wieku podbojów miał niebywałe szczęście, dopiero co Bizancjum po ogromnym wysiłku wojennym pokonało Persję, w Egipcie i innych prowincjach szerzyły się herezje, odłamy lub wręcz bunty religijne. Północne wybrzeże Afryki praktycznie niebronione. Ówczesne tereny Hiszpanii należące do Królestwa Wizygotów z powodu długoletniego braku wrogów miało słabą armię. I tak oto religia ta mogła się rozszerzyć na ogromnym obszarze, (niczym niegdyś chrześcijanie za pomocą terenów Cesarstwa Rzymskiego) co zapewniło przetrwanie tej religii po dziś dzień.
Odpowiedz
#25
Kwestia wiary - część II

Obecny wpis o samym buddyzmie niestety ale będzie trochę ubogi, nie znalazłem czasu by przeczytać kilka książek naukowych i pół-naukowych na ten temat, póki co ten tekst oparty jest o fora buddyzmu w Polsce, Wikipedię, filmy dokumentalne. Jak tylko znajdę czas wpis poprawię.

Buddyzm - religia ta uznawana jest za religię nieteistyczną, czyli bez bóstw którym oddaje się modły, choć z tego co widziałem w filmach dokumentalnych oraz stronach poświęconych buddyzmowi powtarza się fraza o oddawaniu czci Buddzie. To trochę tak jak ze świętymi w Kościele, niby im samym nie oddaje się czci a prosi o ,,wstawiennictwo'' u Boga. Jednak kult relikwii, obrazów świętych oraz same zatrzęsienie modlitw do świętych czy też pospolite określenia pomódl się do tego a tego świętego mówi co innego i daje im rangę pomniejszych bóstw. Ale w każdym bądź razie ta niby religia- a bardziej system filozoficzny nie wymaga wierzenia w żadne z bóstw a jedynie do swoistej ,,pracy'' nad sobą.

I tu powstaje to główne założenie do jakiego doszedł Budda że żeby być lepszą istotą i ogółem lepiej żyć w społeczeństwie trzeba zlikwidować cierpienie (wewnętrzne, duchowe) człowieka. Osiągnąć to miano głównie poprzez zlikwidowanie w sobie uczucia pożądania (cielesnego, materialnego, uczuciowego, w zasadzie w każdej postaci). Oczywiście dał też i masę innych ,,wskazówek'' oraz nakazów swojego systemu filozofii.

Żeby się tu nie rozpisywać na temat samych zasad poniżej wkleiłem linki (w miarę dobra bibliografia więc nie powinno to być źle opisane) :
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cztery_Szlachetne_Prawdy      Cztery szlachetne prawdy
https://pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%9Bmio...ie%C5%BCka  Ośmioraka ścieżka (tu niestety brak trochę dobrej bibliografii ale nie sądzę by były w tym błędy a przynajmniej nie jakieś poważne)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dwana%C5%9...owstawania  Dwanaście ogniw współzależnego powstawania (porządna bibliografia)

Jak widać powyżej zasad sporo, niektóre bez zrozumienia poszczególnych terminów i kultury z której wywodzi się ten system, jest trudny do ogarnięcia. Trzeba niestety nad tym posiedzieć.

Tutaj odniosę się tylko do kilku kwestii. Pierwszą z nich jest ów cykl odradzania się ,,niewiara '' ta nie uznaje ,,ja'' czyli istnienia odrębności, istotna za to jest karma, czyli suma dobrych i złych według tej ,,niewiary'' uczynków które decydują o tym jakie będziemy mieli kolejne wcielenie (tu w zależności od nurtu tego ruchu filozoficznego kasty, brak kast, piekło i swoiste niebo itd.). 

No i właśnie, tu dochodzimy do sedna, tj. jeśli spojrzeć na wszystkie zasady jakie ma ta ,,niewiara'' to wychodzi iż człowiek praktykujący ją nie mógłby żyć w społeczeństwie. Wykluczenie jednej z głównych emocji jaką jest pożądanie zabija w człowieku chęć osiągnięcia lub zdobycia czegoś i owszem dążenie do tego po trupach lub wyrządzając zło, jest złem i powoduje cierpienie. To jednak pozbywanie się jakiejkolwiek emocji nie spowoduje że świat nagle stanie się lepszy albo my. Niestety ale system ten wygląda jakby był stworzony jedynie pod mnichów którzy siedząc w klasztorach i nie mając zupełnie lub minimalnie kontakt ze światem zewnętrznym są bardziej wolni od pokus. I tym większe szanse mają by osiągnąć Nirwanę. A reszta społeczeństwa powinna im dawać dary lub inne posługi w zamian uznania ich ,,mądrości'' a tym samym ,,autorytetu'' choćby w nauczaniu tej ,,niewiary''.

Kolejnym według mnie mitem, tak często dziś wałkowanym jest ta ,,pokojowość'' tejże religii , niestety zanim Chiny weszły do Tybetu, panował tam w zasadzie feudalizm gdzie zabierano często przymusowo dzieci do służby w świątyniach i klasztorach. Religia ta miała bardzo duży wpływ na władze Tybetu od kiedy uznano ją za państwową, przy okazji krwawo rozprawiono się z ówczesną religią Tybetu, Bon (elementy tejże jednak trochę przeniknęły do dzisiejszej odmiany buddyzmu tybetańskiego) . Dodajmy do tego mnichów wojowników, kilka wojen w tym domowych w różnych krajach na świecie, współczesną Birmę kraj w dużej mierze wyznania buddyzmu (gdzie nawet laureatka Pokojowego Nobla nie robi nic by zatrzymać pogromy na mniejszości muzułmańskiej). 

Obecnie ,,niewiara'' ta traci wyznawców w obszarach Azji a ponowną popularność zawdzięcza fascynacji Zachodu, ze sto lat temu głównie bogaczy- podróżników, filozofów, szczególnie współcześnie głównie ludzi korporacji, gwiazd, artystów. Jednym zdaniem ludzi zafascynowanych egzotyką tej ,,nie-religii'', brakiem czasu na rytuały, wizerunkiem medialnym.

Jest to jednak stety lub niestety tylko przede wszystkim system filozoficzny o elementach religijnych, powstały po przemyśleniach jakiegoś ówczesnego indyjskiego księcia którego stać było na dumanie nad złem ówczesnego świata i ludzkiej natury. Który to nurt stał się w swych początkach popularny w ludnych Indiach  mniej ludnym Tybecie.
Odpowiedz
#26
Wartości, światopogląd

Czy są życiowe wartości o które warto walczyć? Skąd wiadomo że akurat one są tymi odpowiednimi wartościami?

Wydawałoby się że takie prawo do życia dla każdego człowieka, to wartość nadrzędna, gorzej kiedy przychodzi decydować o tego życia początku i końcu ( aborcja, in-vitro, eutanazja, eugenika, kara śmierci). Nawet w tak wydawałoby się oczywistym temacie nie potrafimy jako ludzkość i społeczeństwo się zgodzić. A jest wiele podobnych spraw.

Czemu więc tak zawzięcie walczymy o jakieś wartości, czy mają one jakikolwiek sens?

Wynika to zazwyczaj z przeświadczenia iż nasze poglądy są tymi słusznymi, możemy całe życie żyć według tego jak nas wychowano lub jakie zasady lub światopogląd posiadamy i nie próbować nikogo ,,nawracać''. Problem zazwyczaj zaczyna się wtedy kiedy inna osoba próbuje swoje wartości wymusić na nas lub my na niej. Wtedy dochodzi do kłótni która rozlewa się zazwyczaj na inne osoby, naszych znajomych krewnych, którzy będą nas wspierać. To bardziej na lokalnym szczeblu.

Na poziomie krajowym, ogólnym za powstawanie takich grup odpowiadają zazwyczaj organizacje, wypowiedzi i działania osobowości publicznej,jak polityk, dziennikarz od biedy celebrytą. Z racji tego że zazwyczaj są znani, głosząc coś lub robiąc coś kontrowersyjnego, wywołują dyskusję która wkrótce zamienia się w wojnę na obronę wartości wyznawanej przez jakąś grupę ludzi. Przy czym politycy zazwyczaj robią tak by zakryć coś niewygodnego tak by nie pojawiło się w mediach, a pożyteczni dla nich idioci po obu stronach barykady mogą się obrzucać inwektywami.

Trzeba też pamiętać o zmienności, poglądów, religii, kultury itd. to że teraz jest np. tak jak chcemy nie oznacza że będzie tak zawsze. Więc nawet jak społeczeństwo wywalczy jakieś wartości, punkt myślenia, nie jest powiedziane ze za rok lub i 10 się to diametralnie zmieni, np. forsowana przez rząd idea rodziny może być całkiem inna gdy do rządów dojdzie światopoglądowa lewica. Dodajmy zmiany obyczajowe i wyjdzie kompletna zmiana.

Czy są w takim razie wartości o które warto walczyć, bronić ich?

Moim zdaniem jedynie takie które polegają przede wszystkim na logice i faktach a nie ideologii, uczuciach, bo co z tego czy lubimy daną osobę lub nurt jeśli jest sprzeczny z faktami, zachowaniem takiej osoby a tym co głosi. Co z tego że ma grono zwolenników, to tylko co najwyżej świadczy o tym że dana grupa ludzi zgadza się z głosicielem, ale za nic nie powoduje że wartość  tego co głosi staje się prawdziwa, zgodna z faktami, lub logiczna. Jednak uczucia albo pomyłki spowodowane np. błędnymi informacjami często biorą górę. Dlatego najlepiej według mnie jest przyjąć taką zasadę by argumentować swoje racje w dyskusji, nie forsować ich na siłę, wręcz wbrew woli innych tylko dlatego że to nam się coś nie podoba. Po prostu, nie bądźmy fanatykami.
Odpowiedz
#27
Szkoła w Polsce - część I


Do tego wpisu skłoniła mnie obecna sytuacja pomiędzy rządem a ZNP i  protestami. Oraz pewna deklaracja
prezydenta Warszawy. Plus ogólny system nauczania.

Nauczyciele ,,zachęceni'' przez poprzednie protesty które uzyskały spore podwyżki, ruszyli sami je organizować.
Od razu wywołując ze chcą 1000 zł podwyżki. (tak na marginesie wyobrażacie sobie co by było gdyby
w jakimś zakładzie grupa ludzi, lub któryś ze związków zawodowych chciał od 100 do 30 proc. 
[procent tego 1k w stosunku do pensji aktualnej] podwyżki i liczył że je dostanie?)

Nie dziwi zatem reakcja rządu, zwłaszcza iż protest wybuchł blisko czasu gdy uchwalać miano budżet 
na kolejny rok, iż obiecał podwyżki ale rozłożone w czasie. Na ile była to obietnica bez pokrycia
nie wiadomo. Tyle że dzisiejsze zaufanie do rządu w Polsce, jakiekolwiek partii by on nie był
jest minimalne. Sam rząd nie ma zaufanie do agitujących twierdząc ze Ci są wspierani przez opozycję.

W każdym bądź razie, protesty przeciwko zbyt nikłym podwyżkom się nie zakończyły.

Jednak ostatnie tygodnie zmieniły się mocno w retoryce owych nauczycieli, wcześniej podkreślali merytorycznie, używali
argumentów konfrontując je z rządową propagandą. Problem zaczął się od pomysłów zrobienia w jakiś sposób 
z uczniów zakładników całej sytuacji. Najczęściej pada takie pseudo-wytłumaczenie że gdyby nie zablokowanie matur
lub wręcz promocji do następnej klasy uczniom to rząd by ich zbagatelizował. Oczywiście w dalszych wypowiedziach obarczają całą sytuacją rząd itd. 

Czemu akurat wspominam o tym proteście? Wspominam o nim z tego względu iż pokazuje on na kim tak na prawdę
zależy nauczycielom - owszem wielu z nich ma niskie pensje już choćby z tego względu  iż długo pensje były zamrożone a ceny rosną. Uczniów nawet dać jako zakładników, zwłaszcza w czasie gdy w dodatku będzie tzw. podwójny rocznik  co spowoduje spory chaos jeśli nie paraliż szkolnictwa na jakiś czas. A gdzie byli, jak mocno walczyli
nauczyciele gdy wprowadzano nową podstawę programową i nowy system awansu nauczycieli (pomijam likwidację gim.)  która z taką ochotą krytykują do dziś? Ot jakieś małe protesty i znikli - to że męczyć się będą dalej w nierealnych programach a tym bardziej uczniowie to już ich mało tak na prawdę zajmowało.

Kolejną kwestią jest ta ostatnio głośna deklaracja LGBT+, uwagę wielu przykuły zapisy odnośnie nauczania przez stowarzyszenia od tolerancji
(jak sprawdzą ich kompetencje i treści tych nauk?) uczące tolerancji oraz prowadzące zajęcia w rodzaju WDŻ za zgoda większości rodziców, według kontrowersyjnych zapisów WHO. Nie wnikam w to co i jak będzie nauczane konkretnie tylko dlaczego?

Czy szkoła jest od tego by nauczać czy wychowywać? Jeśli wychowywać to po co rodzic, może od razu niech dzieciak spędza 24h w placówce a rodzic go tylko
odwiedza raz na jakiś czas. Jeśli nawet miałyby się odbywać te zajęcia z tolerancji, to czemu szczególnie miałyby one podkreślać że należy się szacunek szczególnie tej a tej grupie społecznej? Czy jeśli już miano by uczyć tolerancji, to nie wystarczy po prostu nauczenie młodzieży i dzieci że szacunek należy się każdemu człowiekowi? 
Takie wartości zresztą powinni dzieciom przekazywać rodzice, tak jak i większość innych wartości. Według mnie powinno się edukować nie młodzież a rodziców,
 pokazywać im jak przekazywać pewne treści i wartości. Rodzice przekażą te treści według własnego uznania, bo dzieci są ich a nie szkoły lub państwa.

Podobnie jest zresztą z tymi naukami o seksualności, tu w dużej mierze winne są 2 rzeczy, pierwsza brak kontroli rodzicielskiej nad tym co ich
dziecko ogląda lub słyszy - ominięcie deklaracji 18+ na yt i innych stronach ogarniają już 9 latki.  Drugą sprawą jest wysoka seksualizacją
w reklamach, kinie, filmie, klipach muzycznych. To wśród młodzieży prowadzi albo do przedwczesnego, albo po prostu złego rozumienia
spraw seksu i własnej płci. Przy dobrej kontroli rodzicielskiej, braku aż takiego ,,wylewu seksu'' w mediach oraz informacjom przekazanym w jakiś 
broszurach z których mogliby skorzystać i rodzice i ich dzieci problem złej edukacji seksualnej byłby marginalny. A nie lekcjach już dla paroletnich dzieci które są kontrowersyjne plus nie ma większej kontroli nad ich treścią.

Te deklaracje i projekty trącą faworyzowaniem określonej grupy społecznej która by chyba chciała bawić się w inżynierię społeczną.
Wizję takowej, przedstawiają choćby ,,Nowy wspaniały świat'' A. Huxleya oraz ,,rok 1984''Orwella (przy czym tutaj ustrój totalitarny)
Niestety zbyt dużo ludzi żyje dziś ideami, wierząc w to że poprzez własną propagandę zmienią świat na lepsze
(oczywiście za lepsze uważają tylko swoje poglądy), albo zwyczajnie by zdobyć władze i wpływy. Fanatyzm ideowy
i poprawność polityczna nie przyczynią się że świat będzie lepszy, ale nauka szacunku do każdego człowieka już tak.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości